top of page

Próg rentowności startupu – jak policzyć break-even i kiedy firma zacznie zarabiać?

2 dni temu
9 minut(y) czytania
Grafika o progu rentowności startupu: laptop z wykresem break-even, notes, długopis, kubek i napis Kiedy firma zacznie zarabiać?

Rosnąca sprzedaż nie zawsze oznacza, że firma zbliża się do rentowności.

Widziałem to nie raz podczas analiz wyników firm: przychody rosną, pojawiają się kolejni klienci, zespół się powiększa, a oczekiwana poprawa wyniku nie przychodzi. Czasem jest wręcz odwrotnie – biznes jest większy niż kilka miesięcy wcześniej, ale nadal potrzebuje gotówki i generuje stratę.


Pierwsza reakcja jest wtedy dość naturalna: musimy sprzedawać jeszcze więcej.


Ja w takiej sytuacji najpierw chciałbym jednak zobaczyć, co dzieje się z marżą i strukturą kosztów. Może się bowiem okazać, że sprzedaż rzeczywiście rośnie, ale razem z nią rośnie również poziom sprzedaży potrzebny do pokrycia kosztów firmy.

I tutaj przydaje się próg rentowności startupu, czyli break-even point (BEP).

W najprostszym ujęciu pokazuje, ile firma musi sprzedać, aby przychody pokryły jej koszty. Poniżej tego poziomu generuje stratę, powyżej zaczyna budować zysk.

Sam wzór jest prosty. Dla mnie ciekawsze pytanie brzmi jednak:

co możemy zrobić z otrzymanym wynikiem?

Bo jeśli wiemy, że firma potrzebuje 334 sprzedaży miesięcznie, żeby wyjść na zero, możemy zacząć analizować, co stanie się po zmianie ceny, marży, kosztów albo wielkości sprzedaży.

I wtedy break-even przestaje być wzorem z biznesplanu, a zaczyna być narzędziem do podejmowania decyzji.

Co właściwie musi pokryć sprzedaż?

Zacznijmy od prostego przykładu.

Załóżmy, że młoda firma sprzedaje produkt za 200 zł. Bezpośredni koszt związany z jedną sprzedażą wynosi 80 zł.

Po każdej transakcji pozostaje więc:

200 zł – 80 zł = 120 zł

Te 120 zł to marża pokrycia. Najpierw służy do pokrycia kosztów stałych firmy, a dopiero później zaczyna budować zysk.

Kosztami stałymi mogą być między innymi wynagrodzenia zespołu, czynsz, księgowość, część kosztów oprogramowania czy administracja. Nie zmieniają się one bezpośrednio dlatego, że w danym miesiącu sprzedaliśmy jeden produkt więcej.

Koszty zmienne zachowują się inaczej. Rosną wraz ze sprzedażą. Mogą to być materiały, prowizje, transport, opłaty transakcyjne czy inne koszty bezpośrednio związane z realizacją sprzedaży.

Ten podział jest ważny, ponieważ firma może mieć całkiem wysoką sprzedaż, ale jeśli każda kolejna transakcja pozostawia niewielką marżę pokrycia, droga do rentowności nadal będzie długa.

Jak obliczyć próg rentowności startupu?

Załóżmy, że miesięczne koszty stałe naszej przykładowej firmy wynoszą 40 000 zł.

Marża pokrycia na jednej sprzedaży to 120 zł.

Próg rentowności obliczamy więc:

40 000 zł / 120 zł = 333,3

W praktyce firma potrzebuje 334 sprzedaży miesięcznie, aby pokryć swoje koszty.

Przy cenie 200 zł oznacza to około:

334 × 200 zł = 66 800 zł przychodu.

Możemy więc powiedzieć, że przy obecnej strukturze kosztów i cen firma potrzebuje około 334 sprzedaży albo 66,8 tys. zł miesięcznego przychodu, aby osiągnąć break-even.

Na tym można byłoby zakończyć typowy przykład.

W praktyce właśnie tutaj zaczyna się dla mnie ciekawsza część analizy.

Firma rośnie. Dlaczego więc nadal nie zbliża się do rentowności?

Załóżmy, że firma z naszego przykładu realizuje obecnie 250 sprzedaży miesięcznie.

Do progu rentowności brakuje jej więc 84.

Najprostszy wniosek brzmi: trzeba zdobyć kolejnych klientów.

Tylko że sam wynik z jednego miesiąca niewiele by mi tutaj powiedział. Chciałbym zobaczyć, jak break-even zmieniał się w czasie.

Załóżmy więc, że pół roku wcześniej firma realizowała 190 sprzedaży miesięcznie, a jej próg rentowności wynosił około 270.

Od tego czasu sprzedaż wzrosła ze 190 do 250 transakcji. To wzrost o ponad 30%.

Jednocześnie firma zatrudniła kolejne osoby, kupiła dodatkowe narzędzia i zwiększyła wydatki związane z rozwojem. W efekcie wzrosła baza kosztowa, a break-even przesunął się z około 270 do 334 sprzedaży.

Firma sprzedaje więcej, ale do rentowności wcale nie jest znacząco bliżej.

Widziałem nie raz podobny mechanizm podczas analizy wyników: organizacja koncentruje się na wzroście przychodów, podczas gdy koszty rosną niemal równie szybko. Sam wzrost sprzedaży wygląda dobrze, ale nie przekłada się w oczekiwanym stopniu na wynik.

W takiej sytuacji nie interesowałaby mnie już tylko odpowiedź na pytanie, czy firma znajduje się powyżej czy poniżej progu rentowności.

Chciałbym wiedzieć:

dlaczego ten próg się zmienia i co możemy zrobić, żeby przestał uciekać wraz ze wzrostem biznesu?

Większa sprzedaż nie jest jedyną odpowiedzią

Załóżmy, że firma nadal ma 40 tys. zł kosztów stałych, cenę 200 zł i 80 zł kosztu zmiennego.

Przy takich parametrach potrzebuje 334 sprzedaży.

Ale możemy sprawdzić kilka scenariuszy.

Scenariusz

Koszty stałe

Cena

Koszt zmienny

Break-even

Obecna sytuacja

40 000 zł

200 zł

80 zł

334

Cena 220 zł

40 000 zł

220 zł

80 zł

286

Koszt zmienny 70 zł

40 000 zł

200 zł

70 zł

308

Koszty stałe 50 000 zł

50 000 zł

200 zł

80 zł

417

Już ta prosta analiza zmienia sposób patrzenia na problem.

Podwyższenie ceny z 200 do 220 zł zwiększa marżę pokrycia ze 120 do 140 zł. Firma potrzebuje wtedy około 286 sprzedaży zamiast 334.

Obniżenie kosztu zmiennego z 80 do 70 zł przesuwa break-even do około 308 sprzedaży.

Z kolei wzrost kosztów stałych z 40 do 50 tys. zł powoduje, że firma potrzebuje około 417 sprzedaży miesięcznie.

Nie oznacza to oczywiście, że zawsze należy podnosić ceny albo ciąć koszty. Podwyżka ceny może wpłynąć na popyt, a zwiększenie kosztów może być konieczne do dalszego rozwoju.

Chodzi o coś innego.

Każda z tych decyzji ma finansową konsekwencję, którą można policzyć przed jej podjęciem.

Czy stać nas na zatrudnienie kolejnej osoby?

Infografika o progu rentowności startupu: 200 zł cena, 80 zł koszt, 40 000 zł stałe, wynik 334 sprzedaże miesięcznie.

To pytanie dobrze pokazuje, dlaczego lubię patrzeć na break-even w kontekście decyzji, a nie tylko raportowania wyniku.

Załóżmy, że firma chce zatrudnić kolejną osobę. Łączny miesięczny koszt tego stanowiska wyniesie 12 tys. zł.

Można powiedzieć:

„Nowy pracownik będzie kosztował 12 tys. zł miesięcznie.”

Ale dla mnie to dopiero początek.

Przy marży pokrycia wynoszącej 120 zł dodatkowe 12 tys. zł kosztów oznacza:

12 000 zł / 120 zł = 100 dodatkowych sprzedaży miesięcznie.

Wtedy pytanie zaczyna wyglądać inaczej:

Czy zatrudnienie tej osoby pomoże nam wygenerować lub obsłużyć dodatkową skalę biznesu odpowiadającą mniej więcej 100 sprzedażom miesięcznie?

Odpowiedź nie zawsze musi brzmieć „tak”.

Nowy pracownik może być potrzebny ze względów technologicznych, operacyjnych albo po prostu dlatego, że bez niego firma nie będzie mogła dalej rosnąć. Jego wartości nie trzeba też sprowadzać wyłącznie do bezpośrednio wygenerowanej sprzedaży.

Ale dobrze wiedzieć, jak decyzja zmienia ekonomię całego modelu.

Tak samo można przeanalizować nowe biuro, dodatkowe narzędzie, większy zespół sprzedaży czy wzrost budżetu marketingowego.

A może problemem jest cena?

Cena jest jednym z najmocniejszych elementów wpływających na break-even, bo jej zmiana – przy pozostałych założeniach bez zmian – bezpośrednio wpływa na marżę pokrycia.

W naszym przykładzie podniesienie ceny z 200 do 220 zł obniżyło wymagany poziom sprzedaży z 334 do około 286 sztuk.

To duża różnica.

Nie oznacza to jednak, że firma powinna automatycznie podnieść cenę o 10%.

Najpierw chciałbym wiedzieć między innymi:

jak klienci reagują na cenę, jak wygląda oferta konkurencji, czy produkt dostarcza wystarczającą wartość, jaka jest rzeczywista cena po rabatach i czy wyższa cena nie obniży znacząco konwersji.

Break-even pokazuje finansową stronę decyzji. Nie zastępuje analizy rynku.

Ale pozwala zadać dobre pytanie:

Jeżeli podwyżka ceny pozwala nam osiągnąć rentowność przy 286 klientach zamiast 334, to jak dużą część sprzedaży moglibyśmy potencjalnie stracić, zanim taka decyzja przestanie być korzystna?

To już jest rozmowa o decyzji biznesowej, a nie tylko o księgowości.

Break-even w SaaS wygląda podobnie

Ta sama logika działa w biznesie abonamentowym.

Załóżmy, że startup SaaS uzyskuje średnio 300 zł miesięcznego przychodu z klienta, a bezpośredni koszt jego obsługi wynosi 60 zł.

Marża pokrycia to:

300 zł – 60 zł = 240 zł na klienta.

Jeżeli koszty stałe wynoszą 60 tys. zł miesięcznie:

60 000 zł / 240 zł = 250 klientów.

Przy tych założeniach startup potrzebuje około 250 aktywnych klientów, aby pokryć koszty.

Tyle że w SaaS szybko pojawiają się kolejne pytania.

Jak długo klient pozostaje z firmą? Ile kosztuje jego pozyskanie? Po ilu miesiącach odzyskujemy CAC? Czy poszczególne pakiety mają podobną marżę? Co dzieje się z kosztami infrastruktury wraz ze skalą?

Dlatego break-even warto tutaj zestawić z unit economics, a nie analizować w oderwaniu od CAC, LTV czy churnu.

Przy kilku produktach sam przychód może zacząć mylić

Kolejny problem pojawia się, gdy firma sprzedaje więcej niż jeden produkt.

Wyobraźmy sobie, że produkt A ma wysoką marżę, a produkt B sprzedaje się znacznie częściej, ale pozostawia niewiele pieniędzy na pokrycie kosztów stałych.

Firma może wtedy raportować rekordowy przychód, a poprawa wyniku będzie dużo mniejsza, niż można byłoby oczekiwać.

Dlatego patrząc na wyniki, chciałbym wiedzieć nie tylko:

ile sprzedaliśmy?

ale również:

co sprzedaliśmy i z jaką marżą?

Przy większej liczbie produktów do obliczenia break-even można wykorzystać ważoną marżę pokrycia, uwzględniającą rzeczywisty miks sprzedaży.

To ważne również przy planowaniu wzrostu.

Nie każdy dodatkowy milion złotych przychodu ma dla firmy taką samą wartość.

Jeżeli jest generowany przy bardzo niskiej marży albo wymaga proporcjonalnego zwiększenia kosztów, jego wpływ na wynik może być niewielki.

Rentowność nie oznacza jeszcze, że na koncie są pieniądze

To jedna z rzeczy, które szczególnie warto rozdzielić.

Break-even i cash flow odpowiadają na dwa różne pytania.

Firma może osiągnąć próg rentowności i jednocześnie mieć problemy z gotówką.

Wyobraźmy sobie biznes B2B, który realizuje sprzedaż we wrześniu i wystawia faktury z 60-dniowym terminem płatności. Przychód i marża pojawiają się w wyniku, ale wynagrodzenia, dostawców czy podatki trzeba zapłacić wcześniej.

Podobny efekt mogą powodować zapasy, inwestycje czy spłata finansowania.

Dlatego patrząc na firmę, nie zatrzymałbym się na informacji:

„osiągnęliśmy break-even”.

Chciałbym również zobaczyć cash flow, burn rate i runway.

Firma potrzebuje bowiem nie tylko rentownego modelu. Potrzebuje też wystarczającej ilości gotówki, żeby dotrzeć do momentu, w którym ten model zacznie generować pieniądze.

Break-even i budżet powinny ze sobą rozmawiać

Próg rentowności szczególnie dobrze działa w połączeniu z budżetem startupu.

Budżet mówi:

przy naszych założeniach spodziewamy się określonej sprzedaży i wyniku.

Break-even mówi:

minimalnie potrzebujemy takiego poziomu sprzedaży, aby pokryć obecną strukturę kosztów.

Załóżmy, że budżet przewiduje 350 sprzedaży miesięcznie, a próg rentowności wynosi 334.

Formalnie plan zakłada więc rentowność.

Ale margines jest niewielki.

Kilka procent słabszej sprzedaży, wyższy koszt produktu albo nieplanowany wzrost kosztów stałych może spowodować, że firma ponownie znajdzie się pod kreską.

Jeżeli natomiast budżet zakłada 500 sprzedaży przy BEP wynoszącym 250, profil ryzyka wygląda zupełnie inaczej.

Dlatego przy analizie budżetu patrzyłbym nie tylko na planowany wynik, ale również na odległość od progu rentowności.

Warto znać swój margines bezpieczeństwa

Wróćmy do naszego przykładu.

Break-even wynosi 334 sprzedaże, a firma dochodzi do poziomu 450.

Różnica to:

450 – 334 = 116 sprzedaży.

W ujęciu procentowym:

116 / 450 × 100% ≈ 25,8%.

Sprzedaż mogłaby więc spaść o około 26%, zanim – przy niezmienionych pozostałych założeniach – firma znalazłaby się poniżej progu rentowności.

To jest margines bezpieczeństwa.

I z perspektywy zarządzania jest to dla mnie znacznie ciekawsza informacja niż samo stwierdzenie:

„jesteśmy rentowni”.

Firma znajdująca się 2% nad break-even jest w zupełnie innej sytuacji niż firma znajdująca się 30% nad nim.

Próg rentowności nie jest prognozą sprzedaży

To rozróżnienie wydaje się oczywiste, ale w praktyce ma duże znaczenie.

Jeżeli z modelu wynika, że potrzebujemy 334 klientów, nie oznacza to, że tych klientów pozyskamy.

Break-even odpowiada:

ile musimy sprzedać.

Forecast sprzedaży powinien odpowiedzieć:

ile realnie jesteśmy w stanie sprzedać.

Dopiero zestawienie tych dwóch wartości pozwala zobaczyć, czy model się spina.

Jeżeli próg rentowności wynosi 1 000 klientów miesięcznie, a realistyczny forecast pokazuje 300, nie próbowałbym poprawiać Excela tak długo, aż wynik zacznie wyglądać lepiej.

Zadałbym pytanie, co w modelu musi się zmienić.

Może potrzebujemy wyższej ceny. Może lepszej marży. Może niższej bazy kosztowej. A może rynek rzeczywiście nie daje skali potrzebnej do utrzymania obecnego modelu.

To jest znacznie ważniejszy wniosek niż samo policzenie BEP.

Najczęstsze błędy przy liczeniu break-even

Najczęściej problem nie leży w samym wzorze. Ten jest prosty.

Błędy pojawiają się w założeniach.

Możemy źle rozdzielić koszty stałe i zmienne, pominąć część kosztów albo przyjąć cenę katalogową, mimo że rzeczywista cena po rabatach jest niższa.

Przy kilku produktach łatwo również zignorować zmianę miksu sprzedaży. Firma sprzedaje więcej, ale coraz większą część przychodów generuje produkt o niższej marży.

W analizie trzeba też konsekwentnie podchodzić do wartości netto i brutto. Jeżeli firma jest podatnikiem VAT, analizę zarządczą zazwyczaj prowadzimy na wartościach netto.

Największym błędem byłoby jednak dla mnie policzenie progu rentowności raz podczas przygotowania biznesplanu i pozostawienie go bez zmian przez kolejny rok.

Jeżeli zmieniają się ceny, wynagrodzenia, dostawcy, zatrudnienie czy model sprzedaży, zmienia się również break-even.

Co sprawdziłbym, gdyby firma rosła, ale nadal traciła pieniądze?

Nie zaczynałbym od jednego wskaźnika.

Chciałbym zobaczyć, jak przez ostatnie miesiące zmieniały się przychody, marża pokrycia, koszty stałe, break-even, wynik operacyjny i gotówka.

Następnie przygotowałbym kilka scenariuszy.

Co się stanie, jeżeli zwiększymy cenę o 5%?

Co da obniżenie kosztu jednostkowego?

Ile dodatkowej sprzedaży musi pokryć nowe zatrudnienie?

Czy wzrost marketingu rzeczywiście przynosi sprzedaż o odpowiedniej marży?

Jak zmieni się runway, jeżeli osiągnięcie rentowności przesunie się o trzy miesiące?

Dopiero wtedy podejmowałbym decyzję, czy firma potrzebuje przede wszystkim większej sprzedaży, poprawy marży, zmiany struktury kosztów czy dodatkowego finansowania.

Dla mnie właśnie na tym polega wartość controllingu.

Nie tylko na informacji, że firma zakończyła miesiąc 20 tys. zł poniżej planu, ale na odpowiedzi:

dlaczego tak się stało, jakie mamy możliwości i jak dzisiejsza decyzja wpłynie na wyniki za kilka miesięcy.

Break-even jest narzędziem, nie celem

Startup nie zawsze powinien jak najszybciej osiągnąć rentowność.

Może świadomie inwestować w produkt, ludzi, technologię albo ekspansję i przez pewien czas generować stratę. Jeżeli jest to część planu, firma ma odpowiednie finansowanie i rozumie ekonomiczne konsekwencje tych decyzji, brak bieżącego zysku sam w sobie nie musi być problemem.

Znacznie bardziej niepokoiłaby mnie sytuacja, w której firma nie wie, jak daleko znajduje się od rentowności i co właściwie musiałoby się wydarzyć, żeby ją osiągnąć.

Dlatego nie traktowałbym break-even jako kolejnego KPI, który raz w miesiącu trafia do raportu.

Powinien pomagać odpowiedzieć na konkretne pytania:

Czy możemy zatrudnić?

Czy stać nas na obniżenie ceny?

Czy większa sprzedaż rzeczywiście poprawia wynik?

Czy wzrost kosztów jest inwestycją, która ma szansę się zwrócić?

I wreszcie:

co musimy zmienić w cenie, marży, kosztach albo sprzedaży, żeby obecny model zaczął zarabiać?

To jest dla mnie znacznie ważniejsze pytanie niż samo:

„Kiedy osiągniemy break-even?”

Najczęściej zadawane pytania

Jak obliczyć próg rentowności?

W najprostszej wersji koszty stałe dzielimy przez marżę pokrycia przypadającą na jedną sprzedaną jednostkę. Jeżeli koszty stałe wynoszą 40 tys. zł, a pojedyncza sprzedaż pozostawia 120 zł marży pokrycia, firma potrzebuje około 334 sprzedaży miesięcznie.

Czy startup musi osiągnąć break-even?

Nie musi osiągać go od razu. Startup może świadomie inwestować i generować stratę, jeśli ma finansowanie pozwalające realizować taki plan. Powinien jednak wiedzieć, jaka jest droga do rentowności i jakie założenia muszą zostać spełnione.

Jak często aktualizować próg rentowności?

Za każdym razem, gdy istotnie zmieniają się ceny, koszty stałe, koszty zmienne lub struktura sprzedaży. W szybko rozwijającej się firmie sensowne może być przeliczanie BEP przy miesięcznej aktualizacji forecastu.

Czy wynagrodzenia są kosztem stałym?

Wynagrodzenia podstawowego zespołu zazwyczaj traktuje się w krótkim okresie jako koszty stałe. Nie wszystkie koszty pracy zachowują się jednak tak samo. Przykładowo prowizja handlowa bezpośrednio uzależniona od sprzedaży może mieć charakter kosztu zmiennego.

Jak policzyć break-even w SaaS?

Można obliczyć liczbę aktywnych klientów potrzebnych do pokrycia kosztów stałych. Potrzebujemy do tego średniego przychodu przypadającego na klienta oraz bezpośredniego kosztu jego obsługi. W SaaS warto jednak analizować BEP razem z CAC, LTV, churnem i innymi elementami unit economics.

Komentarze


bottom of page